Macierzyństwo, bez lukrowej polewy.

Dzisiaj jest ten jeden z walecznych dni, kiedy stwierdzam, że macierzyństwo mnie przerasta.

Należę do kobiet, matek, które nie boją się otwarcie powiedzieć, że chociaż kochają własne dzieci ponad życie, to jednak czasem mają ich dość i, że dzieci potrafią doprowadzić do szału… Często spotykam się z mamami, które dopytują mnie czy ja krzyczę? czy brakuje mi cierpliwości? czy mam z tego powodu wyrzuty sumienia? Szukają u mnie wparcia i potwierdzenia, bo boją się, że tylko one są takie „złe”. NIE! NIE! NIE! nie mam wyrzutów sumienia. Chciałabym im wtedy powiedzieć – nie bójcie się własnych emocji.

Jestem tylko człowiekiem. Mam gorsze dni. Nie jestem zawsze uśmiechnięta od ucha do ucha. Nie chadzam po domu w ugładzonej fryzurce i przechyloną główką na bok. I nie mówię do dzieci tylko przyciszonym głosem. I nie karmie ich tylko zdrową żywnością, bogatą w witaminy i substancje mega odżywcze. Kiedy miałam jedno dziecko, już było ciężko. Ale teraz kiedy mam ich 4 stwierdzam, że przy jednym to były wypasione wakacje.

Dzieci potrafią wyczerpać zapasy cierpliwosći nagromadzone przez noc, w bardzo szybkim tempie. Mamo ja chciałam tu siedzieć! Mamoo, bo ona wzięła moją łyżkę! Chcę więcej mleka! A ja płatków! Ona się ze mnie śmieje! Mamo gdzie moje ubranie? Nie chcę tej sukienki! Krzyki, płacz, kłótnie, spory. Gdzie się nie pojawią, tam delikatnie mówiąc – bałagan. Popisane długopisem sofy, meble i ściany… Wywalone ubrania z szaf, połamane zabawki. Ciągle pełna zmywarka, sterta prania, odrabianie lekcji, spamiętanie wszystkich rzeczy, które jutro muszę zabrać do przedszkola. Jedna ma zabrać czysty ręcznik, druga dwa słoiki, trzecia kolorowanki i farby, dobrze, że czwarta jeszcze w domu z mamą siedzi.

Pozwalam  sobie na chwilę słabości. Czasem nawet płaczę. Bo jestem bezradna. Mam dość. I czasem muszę się do tego głośno przyznać, bo tak jak każdy normalny człowiek, potrzebuję czasu tylko dla siebie. Pragnę pobyć w ciszy i pozbierać własne myśli.

Potem podnoszę do góry głowę, wypijam lampkę wina z mężem, słucham ulubionej muzyki, lub czytam książkę i znów wraca mi wiara, że nie jestem jednak taką beznadziejną matką i , że dam radę to ogarnąć. Zdarzają się różne sytuacje, które testują moją cierpliwość i skalę głosu. Amelka jest od urodzenia artystką malarką. Od kiedy zaczęła chodzić przejawiała zamiłowanie plastyczne. Potrafi spacerować po pokoju z czarnym mazakiem i rysować linię wzdłuż mebli, ścian a potem przejść do podłogi. Lenka uwielbiała sudocrem. Daje się nim pokryć dosłownie wszystko. Potem polubiła moje kosmetyki, szminki, pudry i cienie do powiek. Z twarzy schodziły w miarę łagodnie, gorzej z pościelą i ścianami. Lubi również obcinać włosy sobie i młodszej siostrze. Nasz skórzany wypoczynek w salonie, to był zakup życia, zeszło z niego masę kredek, mazaków, farbek, długopisów, soków i jedzenie. Natalia od dziecka jest perfekcyjną panią domu. Jako 2-letni maluszek wszystko wyrzucała do śmietnika. Piloty, telefony, a kiedy byliśmy nad morzem wyrzuciła w hotelu elektroniczną nianię, za którą musieliśmy potem zapłacić. Ola chyba najmniej broiła, bo była po prostu sama i brakowało jej towarzyszy do wspólnych przygód. Za to teraz nadrabia.

 

Nie narzekam na to, że jestem mamą, nie narzekam na los, że mam dzieci. Żeby było jasne!! Chcę tylko powiedzieć, że w macierzyństwie też są gorsze dni. I uważam, że nie mozemy się bać o tym mówić. Rodzicielstwo wygląda zupełnie inaczej niż pokazują nam to magazyny dla rodziców lub instagramowe zdjecia. Czasem jak mąż wraca z trasy, po tygodniu lub dwóch, oznajmiam mu wprost, że mam dość, czuję, że każdy mięsień mam spięty i ledwo głową ruszam, wtedy on po prostu mówi:pakuj się do auta i jedź sobie na zakupy lub gdziekolwiek indziej, odpocznij. Kocham Go za to!!! Dobrze też, że mam Siostrę, która ma 3 dzieci i rozumie mnie doskonale. Więc czasem jest tylko telefon: Słuchaj Siostra jest przepustka z domu, gdzie jedziemy??? I oddajemy się babskim przyjemnosciom, spaceru po sklepach, wspólnej kawy, śmiechu i luźnych rozmów o niczym..och.. jak ja lubię te chwile…. No i kino z mężem, lub wspólna kolacja. Koją moje nerwy na dłuugi czas.

Są mamy, które o własnym dziecku boją się nawet źle pomyśleć. Szukają wtedy winy w sobie. Co robią, źle? Co z nimi jest nie tak? Ale nie róbcie sobie wyrzutów, pozwólcie sobie na te emocje, bo w którymś momencie będzie Wam ciężko to udźwignąć. Ja to wiem i wiele mam! Choć nie każda ma odwagę o tym powiedzieć.

 

Kiedy przychodzi noc i dzieci słodko śpią w swoich łózkach, nam mija złość. Wszystko znów jest piękne, a Ty oddychasz głęboko. Aż do kolejnego takiego dnia 🙂