Niedzielne refleksje

Jest niedzielne popołudnie. Mąż z trójką dzieci na rodzinnym obiedzie. Urodziny ma Natalka. A ja z najmłodszą córeczką i jelitówką do towarzystwa w domu. Korzystając z okazji, że śpi, usiadłam do klawiatury. A już prawie zapomniałam jak to jest po tak długiej przerwie. Tak tak, usiadłam przy moim białym biurku, stukam po białej klawiaturze przy zapalonej świecy, kwiatach w wazonie i modnym krześle. Dlaczego to piszę? Bo lubię taką atmosferę w domu, lubię porządek, lubię te białe meble i dodatki.

Zgadzam się, że współczesne media społecznościowe często przekłamują rzeczywistość, przez co niektórzy ludzie czują na sobie presję pokazania szczęśliwego i idealnego życia (choć tak go nie odczuwają). Ja tak nie mam. Nie porównuję się z tymi co mają lepiej, piękniej, idealniej. Cieszę się ich szczęściem jeśli tak rzeczywiście jest. Interesują mnie wnętrza, projektowanie, dekorowanie. Śledzę mnóstwo osób w tej kategorii na instagramie czy FB. Zazwyczaj mają piękne profile, pełne inspiracji, świetnie dobranych dodatków i dbają o każdy szczegół zdjecia. I o to chyba chodzi? Zamierzam zawodowo związać się z tą branżą i na serio mało inspirujące i kształcące byłyby zdjęcia rozgardiaszu, bałaganu, przypadkowych mebli itd. Mam nadzieję, że rozumiecie co mam na myśli? 🙂

 

Nie cierpię stereotypowego myślenia i lubię łamać schematy. Bo potrafią one skrzywdzić.

Jako mama 4 dzieci, tak zwana matka polka wielodzietnej rodziny od razu jestem zaszufladkowana do grupy ludzi określanych mianem – patologia. Kiedy przyjmują nas na oddział z córką do szpitala i słyszą, że jest nas 6 w domu od razu pada pytanie – na jakim metrażu mieszkamy? A ja się pytam- czy to ma znaczenie? I czy miłość do dzieci w dzisiejszych czasach mierzona jest metrami kwadratowymi? Kiedy wchodzimy z 4 dzieci do restauracji wzrok ludzi siedzących na herbatce mówi wszystko. Pewnie się spodziewają, że przyszliśmy zjeść ciepły posiłek, ale nie będziemy mieli czym zapłacić 🙂 czeka ich jednak rozczarowanie w tej kwestii…

Mama zawsze nas uczyła, że kiedy przychodzą do domu goście należy posprzątać. Kiedy był telefon do mamy – słuchaj wpadnę na herbatę za godzinę! To od razu zaczynało się ścieranie kurzu, porządkowanie rzeczy, zmywanie naczyń  (wtedy nie było zmywarki gdzie można było upchnąć brudne gary), zawsze nam powtarzała, że porządek w domu to szacunek do gościa. Też można by zarzucić, że przekłamywała rzeczywistość, bo przed chwila na szafce był totalny syf a jak przychodzi ciocia to pokazuje, że czysto ma…. Ja tego tak nie odbieram…

Dlatego w ten sam sposób postrzegam społecznościowe media. Mimo tego, że ktoś wrzuca piękne zdjęcia wiem o tym, że ma też słabsze dni, kiedy nie chce mu się wstać z łóżka, podnieść leżących skarpetek z podłogi, zetrzeć tony kurzu i pajęczyn z sufitu, że nie chce się gotować czasem pięknie wyglądających potraw, że dzieci go denerwują i nie raz cierpliwości już brakuje… Ale dla mnie osobiście nie musi tego pokazywać, bo ja wiem jak wygląda życie. I każdy z nas jest tylko człowiekiem. Ale podkreślam jeszcze raz- to tylko moje zdanie, moje odczucia, tak odbieram tą rzeczywistość.

Mam tak  do dzisiaj! Kiedy ktoś mnie odwiedza, zawsze zastanie czysty dom, bo tak mi wpajano, że gość w dom, to Bóg w dom. Mnie zupełnie nie przeszkadza bałagan u kogoś w domu, ale ja po prostu nie potrafię mieszkać w nieuporządkowanej przestrzeni.

Staram się dbać o siebie, w miarę zdrowo jeść, ale bez przesady. Ćwiczę na siłowni, bo to pozwala mi wyładować stresy, nerwy i nabrać dystansu do problemów wychowawczych z dziećmi. A przy okazji wygląd sylwetki się zmienia i mogę złamać kolejne stereotypy. Uwierzcie mi, że średnio kilka razy w miesiącu słyszę – Pani ma czwórkę dzieci? Nie wygląda pani!!! A jak się wygląda na więcej dzieci??? Wtedy mam ochotę powiedzieć ach tak, no powinnam ważyć jakieś 120 kg, mieć tłuste włosy, chodzić codziennie w ogrodniczkach, mieć spore ubytki w zębach i co drugie słowo lecieć łaciną… Nie lubię takiego myślenia! Znam naprawdę mnóstwo kobiet, które mają więcej dzieci ode mnie a wyglądają pięknie, rozwijają się, dbają o siebie, dom! Są kobietami po prostu.

Drugie najczęściej słyszane zdziwienie – o matko jak tu czysto, 4 dzieci i taki porządek w domu???  A dlaczego nie… ???? Aż boję się pomyśleć co taka osoba wyobrażała sobie o moim domu zanim do niego weszła i jak bardzo bałaganiarsko musiał wyglądać w jej głowie…. o mamma mia 🙂

Jestem zwykłym człowiekiem, który ma gorsze dni, lenia załapie, opycha się fast foodem, leży do góry brzuchem, szwenda się po domu bez makijażu itd. Ale tych dni jest znacznie mniej, bo to właśnie ten czysty pachnący dom, uporządkowane dodatki, makijaż na twarzy i fajna stylizacja sprawiają, że mam ochotę przebywać w domu, cieszyć się nim, to właśnie to „ułożone” życie dodaje codziennej dawki motywacji do działania. Dlatego mam ochotę dzielić się tym z innymi i tak też odbieram inne osoby prowadzące „idealne”profile, wtedy kiedy akurat mi zdarzy się gorszy dzień, widząc te zdjęcia i inspiracje, mam motywację do działania, bo to przypomina mi jak wspaniałe czuje się u siebie kiedy i u mnie gości ład. Tak już mam 🙂

 

1-dsc_4400

 

1-dsc_4353

 

1-dsc_4378

 

 

  • Ja na widok rodziny z większą liczbą dzieci niż 2 jestem mega uradowana, po prostu wzroku nie mogę oderwać od nich, ale iskierki w oczach które wówczas mam na pewno są dla takich rodziny znakiem, że myślę o nich dobrze 🙂
    A reszta Twoich przemyśleń …. mogłabym się pod nimi podpisać! Nieidealne życie, ale ideały, do których się aspiruje 🙂 Nie ze względu na kogoś, ale ze względu na siebie, swoją rodzinę, swoje samopoczucie 🙂 Żyć tam, gdzie się kocha żyć i tak, jak się kocha żyć – szczęście.

    • Ale pięknie to napisałaś !!!!! Dokładnie tak myśle 🙂 Miłego dnia ❤️

  • Beata, dobrze, że jesteś bo udowadniasz mi, że wbrew pewnym obiegowym opiniom, można mieć kilkoro dzieci, zadbany dom i dobrze wyglądać. 😉 Jak kiedyś zacznę twierdzić, że jednak nie, to mogę sobie przypomnieć, że Beata jednak dała radę, to i ja mogę. 😀

  • Mi ostatnim instastory udowodniłaś, że nie jesteś androidem:) Może to kwestia charakteru? Że potrzebuję człowieka w człowieku? Że w moim domu mieliśmy wymieszane komplety sztućców w szufladzie? Że kiedy pomaluję oko, to od razu pcham w nie palce? Nie wiem. Ale cieszę się, gdy czasem mogę odkryć, że za idealnym profilem stoi żywy człowiek 🙂

    • hahah no tak 🙂 ja też lubię tę ludzką stronę… daje mi do myślenia… moze ważna jest równowaga w tym wszystkim 🙂
      ja chyba mam taki charakter (tak jak piszesz) bo nawet sztućce muszę mieć najwyżej z dwóch parafii 😀

      uściski kochana :*

    • ale uczciwie zapomniałam napisać, że wszechogarniający bałagan mam w aucie czego mój mąż nie może przezyć 😀 hehe